|
Tuśniak u Kleafasa
Bje baraban, hučać fanfary,
Hrajuć alty j kantrabas...
Heta ŭsio byłoje słavy —
«Paŭnočnych Afinaŭ» čas,
Kali ŭ Zaleśsi, usimi znany,
Žyŭ Michał Kleafas!
Było niemahčyma paśpieć na hety ciahnik. Jon užo prajaždžaŭ apošni
pavarot, kali ŭ hałovach niaŭpeŭniena lotała naviaźlivaja dumka:
«Jak prajści na stancyju?!!» Ščaślivyja i stomlenyja, ź
vializnymi kłunkami i padviazanymi dyvankami, biez kvitkoŭ i
lišnich słovaŭ studenty z raźbiehu zahružalisia ŭ rasčynienyja
dźviery dyziela.
A jak usio pačynałasia.
Było dastatkova prykolna pračnucca na matach u škole. u škole,
dzie jašče niekalki dzion tamu vučylisia dzieci i na doškach byli
napisanyja jašče niaściertyja raźviazki liniejnych raŭnańniaŭ i
malunki apošniaha zvanka. Paśla — chardkornaja vyklučna
chałodnaja vadzička ŭ kraniku, schodka na hanku i zažyhalnaja
zaradka ŭ styli Žana Raleja. Frajcajt zamiest śniadanku, jaki
žorstka napatkaŭ hałodnyja straŭniki, jakija užo trojčy
abkrucilisia za noč vakoł chrybietnika, byŭ pryšpilnym
siurpryzam arhanizataraŭ. Studenty raspraŭźlisia ź
siadziby pa prylehłym anhielskim parku šukać u lesie
pryhodaŭ i kamaroŭ. Ale śniadanak adbyŭsia, paśla jakoha
pačałasia śviataja imša amal što na śviežym pavietry.
Kulturnaja prahrama pracahvałasia kankretnaj dyskusijaj sa
sprečkami, bojkami i dachaprabiŭnymi arhumentami, jakaja
zaciahnułasia ažno da viačery. Žavali kapitalna, tamu pra
perspektyvu, spaźniŭšysia na ciahnik, zanačavać u lesie pad
daždlivym niebam uspomnili ŭ samuju apošniuju čarhu. Chutka
skłali šmotki, padviazali dyvanki i pačali aktyŭna zmahacca
z naviaźlivaj dumkaj «Jak prajści na stancyju?», jakaja raptoŭna
źjaviłasia nieviadoma adkul.
Za dzień da hetaha.
Sonca pryjemna kazytała tvar svaimi łaskavymi i miakkimi
promniami, jakija, prabivajučysia praź firanku, napaŭniali pakoj
miakkim matavym śviatłom. Piataja ranicy. Elektracyja praz paŭtary
hadziny. Da jaje — duš, śniadanak, šmotki, spalniki,
dyvanki i škarpetki, jakija mienavita hetaj ranicaj niekudy
schavalisia. Chutki tralik, pierachod, sonnyja tvary mienčukoŭ i
haściej stalicy z valizkami i sini ciahnik na dvaccać trecim
puci. Heta było varta tych ranišnich chvilinaŭ, kali naŭzboč alejaŭ
da pałacu Ahinskaha jašče nia vysachła rasa, a dziadźki z koniami
jašče tolki pačynali jeździć pa poli. Z žoŭta błakitnych łavaŭ
chucieńka byŭ składzieny impravizavany stoł, kudy kožny navaliŭ
usiaho smačnaha da kučy. Zatačyŭšy kiłbasy, ahurkoŭ i jabłykaŭ,
usie napružana rychtavalisia da pracy, kali vyjaviłasia, što praca
pakul abłamiłasia, a my idziem na ekskursiju pa pałacy dziadziečki
Michała Kleafasa Ahinskaha i prylehłych da jaho kaplicach i
kaniušniach. Drabniutki doždžyk, jaki pačaŭ kroplić la kamienia
Kaściuški ni razu nie sapsavaŭ nastroju tym, chto apranuŭ nia
tolki adnu cišotku, a naadvarot — navat uźniaŭ jaho
klovaj amal što letniaj ranicaj. A paśla raptam vyjaviłasia,
što valanterstva — heta zusim navat nie ekspluatacyja
darmovaj rabočaj siły, a prykolna i viesieła. Paśla abiedu
było jašče kryšačku pracy pa prybirańni i ŭparadkavańniu
pałaca, jakaja chutka musiła skočcycca, bo a siomaj viečara
pačynaŭsia mehazažyhacielnaja supolnaja salanka, u jakoj brali
ŭdzieł kožny z udzielnikaŭ vandroŭki i duchavy fołk-hurt
«Altanka» — maładaja zorka na niebaschile biełaruskaj
niepapsy. Vieršy, hulni, pieśni i tancy pad viasioły rok-n-roł
byli nastolki zachaplalnymi, što adboj daviałosia pieranieści
na hadzinu napierad. Zadavolenyja vialantery papluchalisia na maty
ŭ ciopłym pamiaškańni zaleskaj škoły i spaznali tajamnicu
tajamnic, toje, čaho nia viedajuć i nikoli nie zdahadajucca šarahovyja
ludzi. Usie vialantery, jakija ŭ apošnija vychodnyja traŭnia adarvali
svajo cieła ad ciopłaj kanapy i zavieźli jaho ŭ cichuju viosačku
Zaleśsie, zaraz užo viedajuć, što ž nasamreč adbyvajecca ŭ
škołach nočču.
28 traŭnia 2006
Stefan Šachtel
|